Zakładki:
Blogi PIN UP
Czytelnia
Forum Pończoszane
Kontakt vintage_girl@gazeta.pl
Magazyny online
Moje aukcje na allegro
O mnie
Polecam
Polskie blogi modowe
Sklepy vintage
Street fashion
Współpraca
Zagraniczne blogi modowe retro i nie tylko

Zapraszam na mój nowy blog!







Free website translation /pub/mm/img/220/55845E6FEB.jpg">


Uroda

niedziela, 03 lutego 2013

kosmetyki retro opakowania

Uwielbiam kosmetyki do makijażu w efektownych i eleganckich opakowaniach. Połączenie złota oraz klasycznej czerwieni to jedno z tych zestawień, które przemawia do mnie najbardziej i nawiązuje do kosmetyków z dawnych lat. Dziś kilka eleganckich produktów z mojej kosmetyczki.

kosmetyki retro opakowania

* Puder Artdeco z kolekcji Golden Vintage zaprojektowanej przez Ditę von Teese już znacie, pojawił się na blogu nie raz.

* Fanką Demi Moore nigdy nie byłam, ale kolekcja Oriflame, którą aktorka sygnuje swoim nazwiskiem zauroczyła mnie właśnie eleganckimi, złotymi opakowaniami i klasycznym odcieniem koloru - zarówno pomadki, jak i lakieru do paznokci. Szminkę otwiera się jednym kliknięciem (takie rozwiązanie stosuje na przykład Chanel), co bardzo ułatwia szybką aplikację.

* Pomadka Golden Rose nr 49 to jeden z kosmetyków, który można opisać słowami " Tani i świetnej jakości". Szminka jest trwała i ma piękny odcień czerwieni, a do tego złote, matowe opakowanie.

kosmetyki retro opakowania

* Touche Eclat Yves Saint Laurent to najlepszy rozjaśniający korektor pod oczy, jaki kiedykolwiek miałam. Idealna konsystencja, rozprasza światło i redukuje zasinienia pod oczami oraz zmniejsza widoczność zmarszczek mimicznych. Dla mnie rewelacja!

20:30, vintage_girl , Uroda
Link
czwartek, 17 stycznia 2013

retro bob długie włosy

Co jakiś czas dostaję od Was maile z prośbą o przygotowanie notki na temat fryzur w stylu lat 40. czy 50. Do tej pory zaprezentowałam jeden tutorial dotyczący rolowanej grzywki, którą można uzyskać z długich włosów. Dziś chciałam Wam przedstawić krótki opis kolejnego prostego uczesania retro. Tym razem jest to połączenie tzw. boba z uczesaniem a la Marilyn Monroe. To doskonała propozycja dla wszystkich właścicielek włosów półdługich i długich.

Fryzurę można wykonać na dwa sposoby - pierwszy jest mniej pracochłonny i zajmuje kilka minut, drugi wymaga nieco więcej czasu.

Sposób pierwszy - wieczorem nawiń na papilota kilkucentymetrowy kosmyk włosów (zaczynając od czoła). Rano zrób przedziałek z wybranego boku głowy, zepnij włosy z tyłu gumką w niskiego kucyka i następnie zawiń je pod spód. Podepnij wsuwkami. Lok z przodu lekko rozczesz szczotką, utrwal lakierem, następnie podepnij wsuwkami. Całą fryzurę spryskaj nabłyszczaczem.

bob retro długie włosy

Sposób drugi - tym razem potrzebujesz nieco więcej czasu, chyba, że potrafisz przespać noc z wałkami lub papilotami na głowie. Nawiń włosy na grube termoloki. Skręcone pasma lekko rozczesz, podepnij dłuższy tył pod spód. Pasmo z przodu zaczesz na bok i podepnij. Taka fryzura świetnie wygląda z wpiętym kwiatem lub ozdobnym grzebykiem.

bob retro długie włosy

Beret - Mohito/ Płaszcz - Simple/ Bluzka - Tatuum/ Kolczyki - vintage

Poniżej video tutorial Cherry Dollface (uwielbiam jej instruktaże!)


20:00, vintage_girl , Uroda
Link Komentarze (8) »
piątek, 17 sierpnia 2012

Poprzedni wpis na temat kosmetyków pojawił się na blogu prawie rok temu. Zamierzam jednak częściej dzielić się z wami swoimi małymi urodowymi odkryciami i liczę na to, że wy także podzielicie się ze mną nowościami, które zachwyciły was ostatnio. Od razu zaznaczam, że nie jest to wpis reklamowy i pojawiają się tu marki kosmetyków, których używam na co dzień. Zaczynamy od pielęgnacji i hitów ostatnich tygodni.

kosmetyki

Oczywiście to tylko część kosmetyków pielęgnacyjnych, których używam.

Krem SOS do cery naczynkowej - na dzień i na noc - Miraculum

Kremy nawilżające i przeciwzmarszczkowe stworzone z myślą o cerze naczynkowej. Ten na dzień ma lekką i szybko wchłaniającą się konsystencję, ten na noc ma konsystencję bogatszą, nieco cięższą, ale zupełnie nietłustą. Zielonkawy kolor kremu sprawia, że przebarwienia ( w tym moje rumiane policzki) od razu stają się mniej widoczne, a do tego podczas aplikacji odczuwam miły efekt chłodzenia. Używam ich od kilku tygodni i widzę poprawę mojej cery.

Bio Hyaluron Liftingujący Roll - on pod oczy Eveline

Chociaż nie mam rano zbyt opuchniętych ani podkrążonych oczu ( na szczęście) ten krem to na razie mój numer 1! Podoba mi się metalowa kuleczka, która doskonale chłodzi i równomiernie rozprowadza krem pod okiem. Mam też wrażenie, że po kilku dniach stosowania skóra wokół nich jest nieco jaśniejsza.

Krem ochronny do twarzy SPF 30 Vichy

Był ze mną w Chorwacji, był ze mną w Bolkowie. Używam go na co dzień i muszę kupić kolejną tubkę, choć ta okazała się niezwykle wydajna. Krem lekki, błyskawicznie się wchłania i doskonale chroni przed słońcem. Opalenizna? Jaka opalenizna :)

Teraz słów kilka o kosmetykach kolorowych. Na temat pomadek Revlon ( i ogólnie czerwonych szminek) pisałam w tym poście. Wciąż używam kupionych na Allegro odcieni - przede wszystkim Ravish me Red oraz Love that Red - klasyki lat 50. Nie są to może najtrwalsze pomadki na świecie, ale i tak je lubię.

Tusz Ace of Face Extra Volume Prestige nr 1 - doskonale pogrubiający, wydłużający i niesklejający rzęs. Polecam!

Lakier Artdeco - odcień 412 - trwały lakier, który ma dobry pędzelek, ułatwiający aplikację

Puder Dita von Teese Classics dla Artdeco - chyba najlepszy puder jaki miałam. Lekki, matujący, zupełnie niewidoczny na skórze. No i to opakowanie!

Cień Mahogany Bobbi Brown - używam go do podkreślenia brwi, a także zaznaczenia zewnętrznych kącików oka. Świetny.

10:23, vintage_girl , Uroda
Link Komentarze (19) »
sobota, 25 lutego 2012

 

Podczas ostatniego porządkowania szuflady z kosmetykami z pewnym rozbawieniem naliczyłam w niej 15 pomadek w różnych odcieniach koloru czerwonego. Kilka z nich wyrzuciłam, głównie dlatego, że były już niemal w całości zużyte albo ich odcień/ konsystencja zupełnie mi nie odpowiadały. Jeśli chodzi o pomadki w kolorze czerwonym, uwielbiam wypróbowywać nowe odcienie, choć mam swoje faworytki, na których mogłabym poprzestać.
W przypadku pomadek marki Revlon, skusił mnie fakt, iż kolory, które zamówiłam produkowane są w niezmienionej barwie od lat 50. "Fire & Ice" oraz "Love that red" ( trzeci to "Ravish me red") to piękne odcienie czerwieni, kremowe, bardzo ładnie pokrywające usta ( choć polecam nakładać dwie warstwy dla lepszego efektu), nie wysuszające ich. Przyznam, że jest coś niezwykłego w tym, że posiadam taki sam kolor pomadek, jaki znajdował się w torebkach tysięcy kobiet w latach 50. ubiegłego wieku. Za tak niewielką ceną otrzymujemy naprawdę bardzo dobry produkt.

Jeśli chodzi o moje faworytki, których ostatnio używam najczęściej, jest wśród nich "Lady Bug" marki MUD ( Make -Up designory). Soczysty odcień czerwieni, nie wysuszający ust, niezwykle trwały ( chyba najbardziej trwały produkt, jakiego używałam do tej pory, podobny do MAC "Red Russian"). Na równi z tą pomadką stawiam próbki marki Besame Cosmetics, które ostatnio otrzymałam. Moje ulubione odcienie to zdecydowanie "Besame Red" oraz "Red Hot Red". W przypadku tych pomadek wystarczy jedna warstwa by uzyskać piękny, intensywny odcień czerwieni. Dużą zaletą szminek Besame jest oczywiście ich złote opakowanie, dlatego pewnie niedługą skuszę się na zakup pełnowymiarowej wersji.

*********************************************

Pośród pomadek, których używam najczęściej znajdują się także - "Cherry Silk" Astor ( czerwień zmieszana z wiśnią), Nouba nr 54 ( używam głównie wieczorem, ze względu na metaliczny odcień), Manhattan Intense Red nr 43G oraz 45 F ( lubię te odcienie, ale bez balsamu przed ich aplikacją ani rusz, bardzo wysuszają usta). A jakie są wasze ulubione czerwone pomadki?

18:08, vintage_girl , Uroda
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012

 Dziś chcę przedstawić wam szybki i łatwy sposób uzyskania pełnej objętości grzywki w stylu lat 40. Na początku jednak krótkie wprowadzenie dotyczące tego typu fryzury i opis dość dziwnych akcesoriów stosowanych jeszcze do lat 50. ubiegłego wieku.

Pierwszy z nich to tzw. zbiornik na włosy, czyli porcelanowy lub szklany słoiczek z zakrętką i niewielkim otworem na górze. Służył on wiktoriańskim damom, a później XX - wiecznym kobietom do gromadzenia swoich włosów  ( pozyskiwanych na bieżąco ze szczotek i grzebieni). Zbiorniczki tego typu były standardowym wyposażeniem toaletek ówczesnych kobiet, stąd duża różnorodność wzorów i kształtów. Włosy gromadzono w celu tworzenia tzw. hair rats ( polskie tłumaczenie brzmi naprawdę zabawnie), które służyły do wypełniania fryzury i kreowania bardziej wymyślnych upięć ( Gibson Girl hairstyle czy victory rolls). Jak tworzono hair rats? Włosy zwijano w podłużny bądź kulisty kształt i wkładano je w specjalną siateczkę. Dzięki temu fryzura zyskiwała na objętości.

Ten sposób jest dla mnie jednak zbyt...dziwny, poza tym nie posiadam w tym momencie takiej ilości martwych włosów ( pozbywam się ich ze szczotek na bieżąco). Poradziłam sobie z tym inaczej. Czarną siatkę do włosów ( do kupienia w sklepach z akcesoriami fryzjerskimi, cena 2 zł) wypełniłam wełną czesankową ( używa się jej do filcowania, znajdziecie ją w sklepach stacjonarnych bądź internetowych np. w Krainie Filcu). Zrolowałam ją w podłużny kształt. W ten sposób możecie uzyskać różnej wielkości hair rats, które będą waszą podkładką do robienia grzywek w stylu lat. 40 czy victory rolls.

Aby przedstawić Wam sposób korzystania z hair rats posłużę się instrukcją zamieszczoną w albumie Style me Vintage autorstwa Belindy Hay. Na początku wydzielcie pasmo włosów z przodu, z którego będziecie rolować grzywkę. Szerokość tego pasma zależy od Was, jednak im włosów więcej, tym grzywka wygląda efektowniej i łatwiej ją modelować. Zanim przystąpicie do dalszych czynności, spryskajcie włosy lakierem i wygładźcie je fluidem ( polecam Hair Manya, ma cudny jagodowy zapach, bardzo ładnie wygładza włosy i nadaje im objętość)

Bierzecie teraz wasze hair rat i nawijacie włosy pod spód, jak na wałek. Mocno nawinięte włosy przypinacie wsuwkami, tak by dobrze się trzymały. W tym momencie możecie grzywkę wymodelować, bardziej lub mniej wywinąć jej brzegi, zrobić szerszą lub węższą wersję. Gotową grzywkę spryskajcie lakierem. Et voila! 

*********************************************************************************

Pierwsza wersja grzywki z odstającymi włosami :) Późniejsze wersje były zdecydowanie lepsze.

Grzywka wygląda dobrze z prostymi i kręconymi włosami. Z puszczonymi luźno na ramiona oraz spiętymi w kucyk. Możecie też dodać apaszkę, wpiąć z boku kwiat lub ozdobną spinkę.

Na koniec polecam Wam świetny tutorial autorstwa Vivid MakeUp:


11:44, vintage_girl , Uroda
Link Komentarze (13) »